Kudowska Sztafeta Górska E1 2026

Kudowska Sztafeta Górska Etap 1 miejsce OPEN 27/99. Start 5:30 sobota, tempo 7:31, GAP: ??, dystans 29.64 km, up: 1590 m, czas: 3:45:29, waga: 79,7 kg.

Przygotowanie – pod koniec marca trochę się zajechałem więc zrobiłem 2 weekendy bez Ślęży. Tydzień przed tylko 14 km w Krośnicach i później 2 krótkie biegi we wroc (wtorek i czwartek) aczkolwiek jeden z 1 km poniżej 3:30. Odpuściłem siłkę. Nie czułem się zmęczony ale może jednak nie byłem w 100% wypoczęty. Miałem zapierdziel w pracy. Mocno słaba noc przed biegiem, ale wcześniejsza idealna.

Fizycznie – zero problemów z bólami jednak od około 24 km zaczęły mi mocno doskwierać skurcze w łydkach. Obie, przyśrodkowe pewnie płaszczkowaty. Identycznie jak na ZUKu na zbiegu ze Śnieżki ale tutaj z uwagi na inny pofałdowany kamienisty teren objawiało się to chwilowo przed długi okres czasu. Skurcze ponownie w ekscentryce przy zeskakiwaniu z kamulców w dół gdy hamuję. Zjadłem 5 salt sticków i nie widziałem poprawy. Na koniec schodów Hvezdy też w koncentryce trochę łapały.

Wniosek: lepiej fizjoterapeutyczne przygotować płaszczkowate, może coś z magnezem/sodem/potastem pomyśleć – jakieś shoty?

Fizycznie zakwasy: głównie łydki + czworogłowe, mniej goleń, tyłek minimalnie

Żywienie – lekki obiadek później pizza Margarita, rano o 4:00 2 bułki z dżemem, kawa, 300 mg kofeiny przed startem i później na biegu kolejna 300 mg, na biegu 6 żeli, 5 salt sticków, 2x 0,5 bidon + 1 kubeczek. Było zimno więc nie chciało się pić. Na 1 punkcie wypiłem kubek a na 2 uzupełniłem bidon bez kubka.

Wniosek: chyba za mało picia jak na 3:45h

Sprzęt – w pełni na zimowo, jedynie buff na głowie zamiast czapki bo kompletnie bez wiatru. Pierwsze 30-40 min w czołówce.

Warunki – pomijając to, że w połowie kwietnia było -4 stopnie i początek w ciemności to idealne. Podłoże suche, na początku trochę powalonych drzew, później słoneczko ale w ogóle nie przygrzewało, bez wiatru.

Trasa – Początek ostry, Błędne Skały wiadomo trudne i mało biegowe. Borumowskie Steny bardzo techniczne i trudne co chwila duże kamory w górę albo w dół, zeskoki z 30-60 cm. Tam ucierpiały moje łydki, czułem też piszczelowe przednie. Musiałem zwolnić bo mocno łapały mnie skurcze w łydkach.

Plan vs Realizacja

Muszę zaznaczyć, że rozpiska nie była super przemyślana bo po początkowej rozpisce na RMT zmienił się track na błędny z przesunięciem o około 600m i już nie chciało mi się na ostatni moment tego ręcznie korygować. Miałem świadomość, że szczególnie pod koniec czas jest przeszacowany a ostatni etap niedszacowany.

Pierwsze 4 etapy w miarę zgodnie z planem, 1 minuta w te czy w tamte nie robi różnicy bo nigdy też nie trafię idealnie z lapem w punkt pomiaru aczkolwiek na każdym trochę jednak powiększałem stratę mimo iż na biegu, przynajmniej na pierwszych 2 etapach wydawało mi się, że jestem idealnie w planie. Na ostatnim niedoszacowanym w zasadzie odrobiłem wszystko z 4 pierwszych a strata do planu to w zasadzie wyszła z Borumowskich.

Wniosek: dawać sobie więcej czasu na przedostatnią górkę, bo ostatnią to machnę w miarę szybko siłą rozpędu.

Podsumowując, ocena 7/10 – nie było źle ale też bez rewelacji. RMT 492 czyli intensywność utrzymana sprzed roku z Półmaratonu ale za to trasa o 50% dłuższa i 70% więcej up. Szkoda końcówki Borumowskich ale ewidentnie trudny teren + jednak chyba mało picia. Na mecie byłem mocno zniszczony więc raczej dałem tyle co mogłem.

Wyniki local
Wyniki b4sport
RMT
Strava

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *