32 Bieg na Ślężę miejsce 113 na 322 startujących, czas 41:21, waga 80,0kg. Start sobota, godzina 10:00. Bieg króciutki acz intensywny 5,10km i 530m up. Strata R/R 24 sekundy.
Przygotowanie – rok temu startowałem lekko zmęczony bez żadnego luzowania. W tym roku z jednej strony zluzowałem ostatnie dni (luźne 11,5 km w poniedziałek i mocniejsza górka na Leśnicy w środę z Piotrem), z drugiej strony 7 dni przed biegłem 10 km Lupusa na maksa co na pewno mnie wyczerpało fizycznie i mentalnie.
Wniosek: zawody na maksa, nawet krótkie tydzień w tydzień to nie jest trudny kawałek chleba
Minusem był wymuszony szybsze wstanie i wyjazd z domu z uwagi na odwiezienie dziecka i później tournee po kolegach.
Zrobiłem mocniejszą niż zwykle rozgrzewkę z Piotrkiem co było planowane. Ponad 3 km w tym mocny Janosik. Troche może późno bo skończyliśmy niecała 10 min przed biegiem. Może nie zdążyłem się skupić, ogólnie byłem mocno poddenerwowany/zestresowany.
Wniosek: wycyrklować z godziną tak, żeby zostawić sobie 15 min na cooldown fizyczny i mentalny na starcie.
Fizycznie – bez żadnych problemów przed i po, fizycznie idealnie.
Żywienie – na kolację makaron i na śniadanie makaron, kawa przed wyjazdem, 300 mg kofeiny na 50 min przed i żel 15 min.
Warunki – ciepło, niby pokazuje 18 stopni i po przyjeździe było rześko ale przed startem jak wyszło pełne słońce to było duszno i parno. Kamienie mokre od deszczu który padał rano, nie przeszkadzały.
Sprzęt – na krótko, opaska na głowę, bez picia.
Przebieg – głównym celem było złamanie 40 minut, liczyłem nawet na poniżej 39 minut. Początek pobiegłem mega słabo, na Janosiku pobiegłem nie dość że słabiej niż rok i 2 lata temu ale i na rozgrzewce. Ogólnie do Wieżycy pobiegłem mega słabo. Ale wiedziałem, że mam zapas i w planie miałem odbić to sobie później, problem w tym, że nie dałęm rady się zmotywować do mocniejszej pracy. Fakt, biegłem szybciej i wyprzedzałem, robiłem PRki na późniejszych segmentach ale ledwie o kilka sekund. Co z tego, że oprócz Wieżycy biegłem non stop jeżeli ten bieg był po prostu wolny. Tętno trzymałem wysokie około 166 więc się nie obijałem.
Ocena – 3/10 padaka. Być może na Lupusie się wyjechałem, być może organizm odczuwał jakieś pierwsze oznaki wirusa, który złapał mnie w nocy niedziela/poniedziałek czyli 36 godzin od biegu. Tak czy siak bieg słaby. Zlekceważyłem bieg, myślałem, że under 40 min samo wpadnie zważywszy na treningi.
Wniosek: nie przeceniać siebie, pycha kroczy przed upadkiem, pamiętać o tym.
wyniki Datasport
wyniki Datasport local
aktywność Strava
aktywność RMT
