TatraSkyMaraton 2026

7 Festiwal Biegowy TatraSky miejsce 140 na 287 startujących, czas 8:44:35, waga 80 kg. Start sobota, godzina 7:00, dystans 45,84 km i 3.3k up, tempo 10:48/km

Przygotowanie – pod koniec czerwca zacząłem czuć prawe kolano, ale nie ala ITBS tylko tak powierzchownie. Później miałem problem z pośladkiem i nerwem kulszowym. Z tego powodu przyciąłem treningi w ostatnich tygodniach ale nie tak mocno jak rok temu. Robiłem głównie wysoki tlen czyli intensywność w jakiej planowałem biec. Ostatnie 2 mocniejsze górskie biegania na 3 tygodnie przed w Grecji, Ostatnie bieganie w środę, wcześniej niedziela, sporo roweru i mobility.

Wniosek: drugi rok z rzędu w czerwcu zaczynają mnie łapać oznaki przemęczenia organizmu. Być może inaczej ułożyć sobie plan treningowy przed głównym startem tak żeby nie musieć się tak ograniczać. Strzelam, że to formy znowu miałem pod koniec maja. Skoro jestem za słaby na 10 miesięcy przygotowań to może robić sobie 2 roztrenowania w roku – duże po głównym starcie a mniejsze kilka miesięcy przed nim.

Fizycznie – mięśniowo cały bieg bez problemów. Tzn. po 6 km zacząłem czuć znane zewnętrzne smyranie prawego kolana ale po 2 ka przeszło, na Czerwonych Wierchach nagle zacząłem czuć prawe rozcięgno, ale minęło szybko nawet nie wiem kiedy, później trochę czułęm to lewe to prawe kolano na zewnętrznej części ale też chwilowo i bez tragedii. Na koniec już mnie wszystko po prostu zmęczeniowo bolało. Z nowości – rozbolał mnie brzuch pod koniec zbiegu ze Starorobociańskiego. Piłem dużo więcej niż standardowo (poszły 2 siki na Ornak i Trzydniowiański) i podejrzewam, że to było przyczyną. Bolało tylko na zbiegu i prostym, trochę pomagało przeponowe oddychanie i pchanie powietrza w dolną część brzucha. Za to miałem zero skurczów – dobra, chwilowo przywodziciele czułem na podejściu na Ornak, ale zero problemów z łydkami.

Po biegu trochę się rozsypałem – zaczęły doskwierać obydwa kolana z zewnątrz, głównie prawe, więzadło rzepki i rozcięgno prawe. Sierpień roztrenowanie, wrzersień stopniowy powrót do treningów.

Żywienie – idealnie, trzymałem się zarówno czasów żeli co 37 min, soli co 41 min jak i picia co 10 min. Zjadłem 11 żeli, sporo salt sticków. Na 4-5 dni przed startem zacząłem ładować azotany z buraków – codziennie 2 buraki, ostatni 1 rano przed biegiem. Poza tym standardowo makaron rano + bułka, wieczorem pizza margarita + bułka. Pobudka o 5:00, kawa, później 300 mg kofeiny przed biegiem i później 300 mg na schronisku Ornak. Wciągnąłęm też 2 żele z kofeiną ale to tylko dlatego, że nie miałem innych.

Wniosek 1: Przed następnym biegiem ponownie testować ładowanie burakami.
Wniosek 2: Ponownie pić więcej. Tutaj ból brzucha złapał mnie po 7h więc na krótszych jest szansa, że mnie w ogóle nie złapie.

Sprzęt – na krótko, bukłak ale też pełny flask 0,5 litra uzupełniany na każdym PK i on był takim zapasem gdybym niepostrzeżenie wypił cały bukłak, dzięki niemu chętniej dużo piłem. Uzupełnienie izo do bukłaka. Kije mimo rzepów trochę mi latały na zbiegu.

Warunki – w piątek bardzo dużo padało, w sobotę zero, temperatura na start około 12 stopni, później pewnie wzrosłą do około 20. Czołówka na Starorobociańskim miałą 4 stopnie. Słońce czasami za chmurami, czasami wychodziło pełne, na grani Ornaków zaszło ale na ostatnim podejściu na Starego świeciło na maxa. Ślisko było jedynie w dolinie Tomanowej i tam trzeba było uważać i zwalniać. Ogólnie warunki bardzo dobre.

Przebieg – mając w pamięci jak rok temu wyglądała pierwsza część trasy oraz słowa Witka o tym, że żeby dobrze pobiec TatraSky to na schronisku Ornak trzeba być w miarę świeżym zacząłem spokojnie. Spokojnie – czyli czasem z zeszłego roku wiedząc, że teraz jestem lepszy i silniejszy. W rozpisce czasów aż do schroniska Ornak miałem czasy z zeszłego roku. Biegłem cały czas spokojnie, do Doliny Małej Łąki idealne z rozpiską. Później na podejściu na Przełęcz Kondracką zacząłem delikatnie bić czasy z rozpiski, nie zwalniałem gdyż widziałem, że tętno mam stosunkowo niskie 150-155 więc nie było co na siłę się wstrzymywać. Na Cieniaku miałem ponad 11 minut przewagi. Zbieg do Schroniska Ornak mega asekuracyjnie i wolno, nie chciałem zabić 4rek pozatym kamory były mokre i śliskie, straciłem 1 minutę ale tętno o 143 bpm czyli o 13 oczek mniej niż rok temu!

Na Schronisko Ornak przybyłem 10 min przed czasem, siku, oczywiście miałem problem z zamknięciem bukłaka po napełnieniu wodą (koniecznie second skin nosić na takie okazje!!) i po około 5 minutach wybiegłem dalej. Czułem się naprawdę dobrze więc na podejściu pod Iwanicką pozwoliłem sobie przycisnąć mocniej i na tętno powyżej 160 bpm. Faktycznie podejście na przełęcz i później na Ornak jest mega ciężkie. Zaplanowałem w rozpisce wolne tempo które pobiłem. Podejście na Staroroociański ciężko było ale na całym podejściu od schroniska dołożyłem 10 min do rozpiski więc na Starorobociańskim zameldowałem się 20 minut wcześniej od planu.

O ile podejścia były trudne ale można było na nic zamulać o tyle zbiegi były hardcorowe. Początek ze Starorobociańskiego z poprzecznymi belkami i sybkimi kamieniami mega trudny, za Trzydniowskim nachył jeszcze większy -27% i ogromne uskoki. Mega wolno tam zbiegałem, przez chwilę żeby dać odpocząć mięśniom i kolanom uskoki pokonywałem tyłem. Strasznie mocno mi dał w kość ten odcinek. Gdzieś w okolicy 3 PK rozbolał mnie brzuch od zbiegów i uderzania większej niż zwykle treści żołądkowej (piłem sporo więcej). Do Kominiarskiej przełęczy a szczególnie później na końcowym zbiegu w Dolinie Lejowej do mety bardzo mi to przeszkadzało. Raz nawet musiałem się na kilka sekund zatrzymać. Lejową zamiast napitalać to wlokłem się powyżej 6:00/km. Siłę miałem bo nawet na ostatnim podbiegu przed metą biegłem ale już ogólne zmęczenie i ból brzucha nie pozwalał na wykrzesanie z siebie więcej, w lejowej spokojnie mogłem kilka minut urwać. Ostatecznie z przewagi pozostało 8 i pół minuty.

Ocena – 9/10 jestem bardzo zadowolony, żywienie idealne, brak skurczów, dobra i świetnie realizowana strategia. Pozostał pewien niedosyt gdyż ten zbieg ze Starorobociańskiego i od 3 PK można było pobiec dużo szybciej, pewnie ze 20 minut spokojnie. Jednak to są Tatry i długi dystans. Na Mardule zapitalałem do końca, tutaj już nie dałem rady. Na razie byłem na to zbyt słaby. A byłem i tak mocniejszy niż rok temu. Mając w głowie 2 część trasy i zmęczenie zeszłoroczne to powątpiewam czy bym był w stanie ukończyć w 2025 TatraSky w limicie czasu i dobrym zdrowiu.

Na szacunki RMT tego biegu nie ma co patrzyć gdyż o ile często zawyża czas to tym razem od razu wiedziałem, że na moje możliwości czas ten jest mega zaniżony.

livetrail
aktywność w RTM
aktywność Strava

Muza wyścigu