Parkrun Wrocłąw #610

Króciutko. Miało być poniżej 20 i było.

Bez specjalnego przygotowania, siłka w środę, w czwartek 22′ w tempie 4:25 na zajechanych nogach, piątek odpoczynek, sobota bez idealnej świeżości ale z dużą motywacją.

Rano lekki makaron, żel, kawa + kofeina.

Warunki ciężkie, na pierwszych 2 km dość mocny wiatr w twarz.

Super strategia, zabrałem się z 3 typami, później 1 nas wyprzedził to poszedłem z nim, na 3 km go wziąłem i już sam do mety.

Wyniki parkrun
RMT
Strava

Kudowska Sztafeta Górska E1 2026

Kudowska Sztafeta Górska Etap 1 miejsce OPEN 27/99. Start 5:30 sobota, tempo 7:31, GAP: ??, dystans 29.64 km, up: 1590 m, czas: 3:45:29, waga: 79,7 kg.

Przygotowanie – pod koniec marca trochę się zajechałem więc zrobiłem 2 weekendy bez Ślęży. Tydzień przed tylko 14 km w Krośnicach i później 2 krótkie biegi we wroc (wtorek i czwartek) aczkolwiek jeden z 1 km poniżej 3:30. Odpuściłem siłkę. Nie czułem się zmęczony ale może jednak nie byłem w 100% wypoczęty. Miałem zapierdziel w pracy. Mocno słaba noc przed biegiem, ale wcześniejsza idealna.

Fizycznie – zero problemów z bólami jednak od około 24 km zaczęły mi mocno doskwierać skurcze w łydkach. Obie, przyśrodkowe pewnie płaszczkowaty. Identycznie jak na ZUKu na zbiegu ze Śnieżki ale tutaj z uwagi na inny pofałdowany kamienisty teren objawiało się to chwilowo przed długi okres czasu. Skurcze ponownie w ekscentryce przy zeskakiwaniu z kamulców w dół gdy hamuję. Zjadłem 5 salt sticków i nie widziałem poprawy. Na koniec schodów Hvezdy też w koncentryce trochę łapały.

Wniosek: lepiej fizjoterapeutyczne przygotować płaszczkowate, może coś z magnezem/sodem/potastem pomyśleć – jakieś shoty?

Fizycznie zakwasy: głównie łydki + czworogłowe, mniej goleń, tyłek minimalnie

Żywienie – lekki obiadek później pizza Margarita, rano o 4:00 2 bułki z dżemem, kawa, 300 mg kofeiny przed startem i później na biegu kolejna 300 mg, na biegu 6 żeli, 5 salt sticków, 2x 0,5 bidon + 1 kubeczek. Było zimno więc nie chciało się pić. Na 1 punkcie wypiłem kubek a na 2 uzupełniłem bidon bez kubka.

Wniosek: chyba za mało picia jak na 3:45h

Sprzęt – w pełni na zimowo, jedynie buff na głowie zamiast czapki bo kompletnie bez wiatru. Pierwsze 30-40 min w czołówce.

Warunki – pomijając to, że w połowie kwietnia było -4 stopnie i początek w ciemności to idealne. Podłoże suche, na początku trochę powalonych drzew, później słoneczko ale w ogóle nie przygrzewało, bez wiatru.

Trasa – Początek ostry, Błędne Skały wiadomo trudne i mało biegowe. Borumowskie Steny bardzo techniczne i trudne co chwila duże kamory w górę albo w dół, zeskoki z 30-60 cm. Tam ucierpiały moje łydki, czułem też piszczelowe przednie. Musiałem zwolnić bo mocno łapały mnie skurcze w łydkach.

Plan vs Realizacja

Muszę zaznaczyć, że rozpiska nie była super przemyślana bo po początkowej rozpisce na RMT zmienił się track na błędny z przesunięciem o około 600m i już nie chciało mi się na ostatni moment tego ręcznie korygować. Miałem świadomość, że szczególnie pod koniec czas jest przeszacowany a ostatni etap niedszacowany.

Pierwsze 4 etapy w miarę zgodnie z planem, 1 minuta w te czy w tamte nie robi różnicy bo nigdy też nie trafię idealnie z lapem w punkt pomiaru aczkolwiek na każdym trochę jednak powiększałem stratę mimo iż na biegu, przynajmniej na pierwszych 2 etapach wydawało mi się, że jestem idealnie w planie. Na ostatnim niedoszacowanym w zasadzie odrobiłem wszystko z 4 pierwszych a strata do planu to w zasadzie wyszła z Borumowskich.

Wniosek: dawać sobie więcej czasu na przedostatnią górkę, bo ostatnią to machnę w miarę szybko siłą rozpędu.

Podsumowując, ocena Ocena 7/10 – nie było źle ale też bez rewelacji. RMT 492 czyli intensywność utrzymana sprzed roku z Półmaratonu ale za to trasa o 50% dłuższa i 70% więcej up. Szkoda końcówki Borumowskich ale ewidentnie trudny teren + jednak chyba mało picia. Na mecie byłem mocno zniszczony więc raczej dałem tyle co mogłem.

Wyniki local
Wyniki b4sport
RMT
Strava