TatraSkyMaraton 2025

6 Festiwal Biegowy TatraSky miejsce 200 na 316 startujących, czas 4:10:20 na Schronisku Ornal, waga 76,9kg. Start sobota, godzina 7:00. Bieg wstrzymany z powodu burzy na Schronisku Ornak 23,3km i 1720m up.

Przygotowanie – od Marduły miałem trudną sytuację z kolanem, minimalizowałem treningi, przez 4 tygodnie robiłem jedynie krótkie szybkie biegi, zero siłki ale za to core mocniej pocisnąłem. Starałem się utrzymać wcześniej zbudowaną wydolność bez zajazdu kolana, które mimo dużych starań nie posuwało się do przodu.

Fizycznie – w czwartek zatejpował mnie Eliasz, miałem też zabiegi, po środowej jodze czułem przy zginaniu kolano trochę bardziej. Na biegu kolano w ogóle nie przeszkadzało, ani trochę, poczułem coś dopiero gdy już bez emocji wracałem Kościeliską. Na biegu fizycznie czułem się idealnie. Co prawda leciałem na mniejszej intensywności niż na Mardule ale nie czułem żadnych skurczy, po spokojnym starcie non stop wyprzedzałem, na Czerwonych Wierchach czułem, że fajnie pośladki pracują. Przez problemy z kolanem byłem bardzo dobrze rozrolowany.

Żywienie – idealnie, to co zaplanowałem to zrealizowałem, no może z lekkim opóźnieniem bo zbieg z Ciemniaka był taki hardcorowy, że nie odważyłem się wtedy jeść ale miałęm to uzupełnić w schronisku. Poszło 6 żeli i kilka salt sticków. Makaron na kolację, na śniadanie makaron + biała bułka z dżemem, 2 łyki kawki + 200m kofeiny i żel 15 min przed. W trakcie biegu alarmy: picie co 10 min, żel co 37 min, salt stick co 41 min, kofeina 200mg miała pójść według planu A na przełączy pod Giewontem ale czułem się tak mocno i świeżo, że zostawiłem ją na Schronisko Ornak czyli plan B.

Sprzęt – na krótko, plecak, pas, kije, w pasie pusty bidon do uzupełnienia na 3 PK, kubeczek do picia. Kije bardzo przydatne do takiej mniejszej intensywności i mniejszego nachyłu niż w Mardule. Dodatkowo wziąłem rzepy na kije + zapasowe, tabletki w przednich rozdzielona na dwie strony, na wszelki wypadek trochę wyciśniętego Second Skin, sznurówka, plastry i naklejki na odciski.

Warunki – na start 16 stopni, później doszło pewnie do 20 ale na górze chłodniej. Było kilka drobnych przejaśnień ale generalnie zachmurzenie pełne. Mocno mokro bo w nocy padało, zbiegi masakrycznie śliskie, drewniane belki zabójcze, kamory wyślizgane i skośne w dół, nawet zbieg na Cudakową był trudny a w Tomanowej hardocre, na Chudą też hardcore ale tam nie przez wilgoć tylko kamienie. Ostatnie kilka kilometrów Tomanową ulewa i burza z piorunami. Techniczność Tatr to jest zupełnie inna bajka niż Sudetów.

Trasa – Lejowa banalna, zbieg na Cudakową wąski, nie do wyprzedzania, później aż na wyżnią Kondracką do wyprzedzania ale po pod górę. Tomanowa do Schroniska Ornak mega wąska ale ludzie puszczają. Całość mega techniczna. Zbieg z Ciemniaka zaplanowałem na 39 minut a zrobiłem w 50 i wcale się nie obijałem bo wyprzedziłem kilkanaście osób!

Przebieg – z uwagi na kolano, zluzowanie w ostatnich tygodniach oraz trudność i długość trasy zdecydowałem, że zacznę bardzo spokojnie. Wystartowałem prawie ostatni na miejscu 300+, mimo wolnego tempa i tak w Lejowej już zacząłem wyprzedzać gdy innym opadła początkowa ułańska fantazja. Na Cudakowej byłem już 241, na Kopie Kondrackiej 227 a w Schronisku Ornak 200. Tętno trzymałem poniżej 160 oprócz końcówki zbiegu Tomanową.

Gdy dotarłem do Ornak to byłem w miarę świeży i to jest bardzo dobra strategia, wg. Witka bieg zaczyna się od Schroniska Ornak i w schronisku trzeba mieć jeszcze świeżość żeby później człowiek nie odcięło.

Ocena – nie mogę ocenić gdyż bieg został przerwany, jestem zdania, że skończyłbym bieg poniżej 9h ale jescze wiele mogło się zdarzyć. Jeżeli na Schronisku jest się w miarę świeżym to czas do mety powinna zająć x2 czasu do schroniska, dało by mi to 8:20 z czego byłbym mega zadowolony. Ale nie wiadomo co by było :-)

oficjalne wyniki + livetrail
aktywność w RTM
aktywność Strava

Założenia vs realizacja

  • 0:40 – koniec Lejowej – 4,5km / 0:32 (-0:08)/(-0:08)
  • 0:52 – pierwszy PK – 6,5km (limit 1:10) / 0:46 (+0:02)/(-0:06)
  • 1:34 – przysłop miętusi – 9,5km / 1:08 (-0:20)/(-0:26)
  • 2:47 – przełęcz kondracka – 13km / 2:17 (-0:04)/(-0:30)
  • 3:54 – ciemniak – 16,5km / 3:17 (-0:07)/(-0:37)
  • 4:35 – drugi PK – 23km (limit 4:50) / 4:10 (+0:13)/(-0:25)
  • 6:02 – ornak szczyt 27km
  • 6:59 – staryrobol 30km
  • 7:46 – trzeci PK 35,5km (limit 8:10)
  • 8:35 – kominiarska przełęcz 39,5
  • 9:05 – meta

Marduła 2025

17 Bieg Marduły miejsce 89 na 189 startujących, czas 4:37:49, waga 77,1kg. Start sobota, godzina 7:00. Pierwszy bieg tatrzański 31km i 2200m up.

Przygotowanie – formę przygotowywałem od lutego i wyszło to bardzo dobrze, m.in długie wybiegania Ślężańskie i spokojne biegi wrocławskie. W niedzielę mocna Małą Sobótka z 400m up, wtorek crossfit Prawdziwkowy, środa luźne bieganie. Ostatnie 2 tygodnie luzowałem z obciążeniem z uwagi na problem z kolanem (przyparcie rzepki lub/i ITBS) po crossficie trochę obawiałam się bo zmęczenie mięśni długo trzymało ale zeszło idealnie w piątek.

Fizycznie – w czwartek Tomek mnie zatejpował, na 7km w dolinie Jaworzynki poczułem przez chwilę lewe kolano, później się uspokoiło do końca biegu, na zbiegu z Karb mocno łapały (tak wiązkowo od wewnętrznej) brzuchate lub płaszczki ale też puściły, na podbiegu na Kalatówki i na ścieżce nad reglami łapały przywodziciele ud. Pod koniec Doliny Białego mocno potknąłem się lewą nogą o kamień i ucierpiał paluch. Rehabilituję palucha jak po Kudowie (kaletka).

Żywienie – idealnie, to co zaplanowałem to zrealizowałem, w końcu dużo jadłem i piłem. Makaron na kolację, na śniadanie makaron + biała bułka z dżemem, 2 łyki kawki + 200m kofeiny i żel 15 min przed. W trakcie biegu alarmy: picie co 10 min, żel co 31 min, salt stick co 41 min, kofeina 200mg na podejściu na Karb (~1:45h biegu). Łącznie zjadłem 6 żeli i 5 salt sticków. Piłem kubek na każdym z 3 punktów żywieniowych + bukłak 2 litry. Z uwagi na dobre warunki i chłód nie musiałem uzupełniać picia.

Sprzęt – na krótko, plecak, pas, w pasie pusty bidon do uzupełnienia (nie był potrzebny), kubeczek do picia. Słusznie nie wziąłem kijów bo na największych stromiznach nieprzydatne by były a na mniejszych to biegłem.

Warunki – praktycznie idealne, 11 stopni i pełne zachmurzenie. Prze pierwsze 10 minut kropił deszczyk i zbieg z Nosala był ciężki przez mokre skały i ziemię ale później już nie dało się odczuć negatywów. Na Świnickiej pizgało ale tylko do Kasprowego.

Trasa – podbieg na Nosal trudny do marszu, początek na Jaworzynkę można biec, później ciężko, Karb i Świnicka to walka o życie, zbieg z Kasprowego początek trudny ale być może można było mocniej cisnąć, im niżej tym łatwiej i można przycisnąć. Gdyby nie skurcze to cisnąłbym bardziej na podbiegu na Kalatówki i na ścieżce nad Reglami.

Przebieg – Pierwsze 2 kilometry trzymam się Piotrka, który nadaje dobre tempo, odpuszczam dopiero na pierwszym podbiegu na Nosal, w międzyczasie ustaje deszcz. Nosal osiągam w kilka minut przed rozpiską w dodatku nie czuję zmęczenia. Zbieg z Nosala jest mega trudny, szczególnie w warunkach gdy podłoże jest mokre, ciężko rozwinąć większą prędkość.

Na pierwszym PK chwytam kubek wody, witam się z Jurkiem i lecę na Jaworzynkę. Na Jaworzynkę na początku biegnę, później raczej idę bo stromizna robi się dość duża jak na mój bieg. Murowaniec mijam w biegu i później mozolna wspinaczka na Karb, z Karbu zbieg mega ciężki. Ponowna wspinaczka na Świnicką, z przełęczy na Kasprowy bieg, bywa tam trochę podpórkę ale chopki są niewielkie. Z Kasprowego pierwsze 2km zbiegu mega trudne później coraz łatwiej. Z Kuźnic na Kalatówki kocie łby trochę podbiegałem tylko bo już skurcze łapały ale i tak byłem w szoku że miałem dużo sił. Na Ścieżce nad Reglami asekuracyjnie, zbieg Białego podobnie. Gdybym miał siłę to z 10 minut mógłbym zbić

Ocena – 10/10 wszystko zagrało, lewe kolano wytrzymało trudy biegu i w ogóle nie doskwierało, żywienie idealnie zrealizowane, plan pobity o 20 minut więc czego chcieć więcej.

oficjalne wyniki + raceresult
aktywność w RTM
aktywność Strava